Witam na stronie startowej
Pies sąsiada mnie ugryzł, co mam robić?
Życie jest najważniejsze – jeśli sytuacja tego wymaga należy NATYCHMIAST udać się do lekarza. Ludzkiego – weterynarz może chwilę poczekać. Psy raczej nie myją zębów więc niezdezyfekowana rana ciężko się goi. Poza tym istnieje poważne ryzyko tężca, a więc b. niebezpiecznej choroby. Dopiero gdy zabezpieczymy pokąsanego możemy pomyśleć o drugiej chorobie a mianowicie wściekliźnie. Wokół tej choroby narosło sporo mitów, które mam nadzieję uda mi się rozwiać.
Po pierwsze: należy zlokalizować psa i jego właściciela. Wbrew pozorom, jeśli tego nie dokonamy grozi nam szczepienie, które nie jest aż tak straszne jak to kiedyś było. Te bolesne serie zastrzyków w brzuch można włożyć między bajki i to dla tych niegrzecznych dzieci. Ale jeśli można się nie szczepić to warto się o to postarać. Właściciel MUSI okazać aktualne świadectwo szczepienia psa. Nie musi nam – może policji ale nie ma wyjścia. Warto jednak pohamować emocje, które mnożą się jak chomiki na wiosnę – naprawdę można wszystko załatwić polubownie.
A więc mamy już aktualne szczepienie. Ale to jeszcze nie koniec. Inspektor weterynarii ustala, na podstawie okoliczności, regularności szczepień a przede wszystkim aktualnej sytuacji epizootycznej czy należało by poddać psa obserwacji czy też nie. Jeśli pies jest zadbany, regularnie szczepiony a w okolicy nie notuje się przypadków wścieklizny prawdopodobnie odstąpi od obserwacji. Jeśli jednak pies nie był szczepiony lub miało to miejsce wiele lat temu (albo ugryzł nas kot! - osobny temat) wówczas obserwacja jest prawie pewna. I tu od razu uspokoję; za obserwację nic nie płacimy, w ciągu 15 dni należy zgłosić się z psem 4 razy na lecznicę lub przyjeżdża lekarz do psa. Jeśli pies nie ma właściciela może się zdarzyć, że trafi na obserwację stacjonarną, ale to rzadkość.
Po 15-stu dniach lekarz prowadzący obserwacje kończy ją i informuje o tym fakcie Inspekcję wet oraz PSSE (daw. sanepid). Zwierzę poddaje się ew. szczepieniu. I po sprawie.
Rada na przyszłość: sugeruję natychmiast skontaktować się z lekarzem weterynarii, który powinien udzielić wyczerpujących informacji na temat. I opanować emocje, które są złym doradcą. Mamy prawo domagać się wyniku obserwacji a jako, że wścieklizna jest chorobą zwalczaną z urzędu możemy spodziewać się naprawdę skutecznej reakcji ze strony urzędowych lekarzy wet. Zupełnie osobną sprawą jest dochodzenie swoich praw cywilnych. W sytuacjach trudnych radzę wezwać Policję – tu chodzi o zdrowie nasze lub naszych bliskich. I pamiętajmy o szczepieniu. W świetle obecnie obowiązujących przepisów psa należy zaszczepić w ciągu 30 dni od momentu gdy ukończy 3-ci m-c życia a o dacie kolejnego szczepienia decyduje lekarz je wykonujący.
Doktorze, a co z kotami?
Mniej więcej 15-20 lat temu najwięcej przypadków wścieklizny notowano wśród … bydła! Dalej były koty a dopiero na trzecim miejscu można było spotkać psa (obowiązek szczepienia). Dwa pierwsze przypadki to brak szczepień oraz, w przypadku bydła kontakt z lisami, wówczas wektorami wirusa. Obecnie, wskutek szczepień lisów (Powiatowy Lekarz Weterynarii informuje kiedy takie szczepionki rozkłada się w lasach) a złośliwi twierdzą, że na skutek drastycznego spadku pogłowia bydła, nie notujemy już takich przypadków. Nie mniej koty mają kontakt z człowiekiem, mogą ugryźć a nie ma obowiązku szczepienia. Zwykle radzę właścicielom aby wykonywali takie szczepienie; możemy być spokojniejsi a ponadto w dobie tak licznych podróży zagranicznych istotnym jest wykonanie takiego szczepienia z wpisem do paszportu. Urzędowo takie szczepienie uznaje się za ważne dopiero w 30 dni po jego wykonaniu czyli nie wcześniej jak za m-c możemy jechać! Dlatego nie warto zwlekać.
Dzięki temu, że wścieklizna jest chorobą zwalczaną z urzędu, dzięki obowiązkowi szczepienia oraz sprawnej opiece urzędniczej w przypadku pokąsań możemy być spokojni. Należy jednak być czujnym w każdej sytuacji; wszak chodzi o nasze życie. Nigdy bowiem nie będzie można powiedzieć, w 100%, że wścieklizny już nie ma a pies był szczepiony. A co jeśli szczepionka nie zadziałała i pies nie ma odporności?
A jeśli to człowiek pogryzie psa? A to już inna historia ;-)
Poprawiony (niedziela, 02 października 2011 22:16)
Toksoplazmoza; doktorze, o co chodzi?Całe zamieszanie z toksoplazmozą sprawia, że wiele kobiet, spodziewających się dziecka zadaje sobie podobne pytanie. Spróbujmy rozwiązać te wątpliwości. Toksoplazmoza to choroba wywołana przez pasożytniczego pierwotniaka Toxoplasma gondi i występuję powszechnie u prawie wszystkich ciepłokrwistych. Felidae czyli kotowate to jedyni żywiciele ostateczni tego pasożyta. Jednak nie jest prawdą aby całe życie, taki kot stanowił zagrożenie dla ludzi. Bowiem zachodzi tu ciekawe zjawisko; kot po zarażeniu, po raz pierwszy, wydala oocysty tylko przez ok. 2 tygodnie – później narasta odporność w jelitach kota i kończy się namnażanie oocyst. Zdrowy kot radzi sobie z problemem sam. Toksoplazmozą można się zarazić (chociaż obecnie coraz rzadziej) głównie przez spożywanie surowego mięsa lub przetworów słabo obrobionych termicznie. Nawet deska do krojenia, na której przygotowywano mięso, niedokładnie umyta może być źródłem zarażenia! Dlatego tak ważne jest zachowanie zasad higieny a nie szukanie winy u „koteczka”. Czy w takim razie inne zwierzęta mogą być, dla nas źródłem zakażenia? Owszem, pod warunkiem, że je zjemy. I to na surowo! ;-)
Rozwiejmy ostateczny mit dotyczący konfliktu kot a kobieta w stanie błogosławionym: jeżeli w domu jest kot, który może mieć toksoplazmozę ale będzie klinicznie zdrowy, nie będzie jadł surowego mięsa a kobieta nie będzie czyścić kociej kuwety NIE DOJDZIE DO INWAZJI PASOŻYTA U CZŁOWIEKA! Dlatego na pytanie: czy mamy się pozbyć koteczka bo żona spodziewa się dziecka? Odpowiadam, że nie!
Bardzo ważną rzeczą jest badanie kobiet. Lekarz prowadzący kieruje przyszłą matkę na badanie serologiczne, które jest w stanie nam powiedzieć o stanie inwazji. Swoiste przeciwciała typu IgG świadczą o przebyciu inwazji – to ślad po pasożycie a nie dowód na jego obecność w danej chwili. Szacuje się, że 1/3 populacji ludzi mogła mieć w przeszłości kontakt z pierwotniakiem. Są to zdrowi ludzie więc z takim wynikiem nie powinniśmy wpadać w panikę. Natomiast pojawienie się przeciwciał IgE lub IgA to informacja o trwającej inwazji, następstwem czego powinno być podjęte leczenie oraz kolejne badania. Wcześnie podjęte działania skutkują zawsze poprawą stanu zdrowia.
Reasumując:kot może być w domu; ważne aby był klinicznie zdrowy (wizyta na lecznicy!) Nie powinien również jeść surowego mięsa. Przyszła mama nie powinna sprzątać kuwety po kocie, unikać nadmiernego kontaktu (np. spanie z kotem),nie powinna spożywać przetworów z surowego mięsa oraz dbać o higienę w sposób nawet lekko przesadny. I wszystko będzie dobrze. Pozdrawiam serdecznie. Poprawiony (piątek, 23 września 2011 23:30) Chomik w kuli - można tak czy nie?Ostatnio otrzymałem ciekawe pytanie nt. kul do biegania dla chomików.
"Czy dobrze jest aby chomiki biegały w takich plastikowych kulach?"
Z tymi kulami to jest tak jak z trzymaniem psa w kojcu - niby ma możliwość ruchu ale co to za wolność! Jednak jak każda historia są strony dodatnie i ujemne. Zacznijmy może od plusów. 1.Na pewno lepsza jest kula niż karuzela. W swojej praktyce już nie jeden raz spotykałem się ze złamaniami kończyn, spowodownymi właśnie karuzelą. Złamania takie z reguły się nie nastawia tylko czeka, aż zrosną się same, często kończy się to amputacją, niestety. 2.Ruch. Przy obecnym systemie żywienia chomików do woli, stosowaniu przeróżnych "smakołyków" bardzo łatwo o otyłość. A jak wiemy zbyt duża ilość tkanki tłuszczowej powoduje liczne komplikacje. Chomiś w kuli nie ma innego wyjścia - cały czas zmuszony jest do czynnego ruchu, który powoduje wzrost przemiany materii a tym samy zapobiega otyłości. 3.Znam takich właścicieli, którzy chomika trzymali by w złotej klatce i oprócz karmienia nie robili nic więcej. Używanie kuli to próba zrobienia czegoś więcej niż tylko bierne przygladanie się zwierzakowi wcinającemu marchewkę! Tu trzeba oswojenia, zaufania, aktywnej kontroli... Takiego chomiśka trzeba umieć wziąść na ręce, włożenia do kuli, obserwacji jak "biega" po naszym mieszkaniu, akceptowania możliwości, że kula przypadkiem się otworzy i .... Dla chomika zapewnie lepszym jest jak właściciel poświęca mu więcej uwagi niż tylko czynienie obserwacji. Jedynym minusem jaki widzę jest próba zapewnienia ruchu w sposób sztuczny, nienaturalny... taki substytut spaceru. W końcu terrarium to kawałek było niebyło więzienia. Mimo zapewnienia wszystkich możliwych warunków. To jak w bajce Ignacego Krasickiego: "Ptaszki w klatce" „Czegoż płaczesz? – staremu mówił czyżyk młody – Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody”. „Tyś w niej zrodzon – rzekł stary – przeto ci wybaczę; Jam był wolny, dziś w klatce – i dlatego płaczę”.
Reasumując, więcej jednak jest plusów z używania kuli. Kuli czy np. walca, zrobionego z plastikowego pojemnika po lizakach. Przy tej ostatniej możliwości proszę pamiętać o zrobieniu otwórów wentylacyjnych!!! Pozdrawiam. Poprawiony (poniedziałek, 05 września 2011 10:53) Wyjazd za granicę czyli wakacji ciąg dalszy
Pies, kot czy fretka mogą z nami jechać przy spełnionych pewnych wymogach. Rozporządzenie (WE) nr 998/2003 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 26 maja 2003 r. w sprawie wymogów dotyczących przemieszczania zwierząt domowych, mówi między innymi o tym, że przejazd zwierząt domowych pomiędzy krajami Unii Europejskiej będzie wymagał posiadania paszportu zwierzęcia oraz specjalnego tatuażu albo chipa (tzw. transpondera), które umożliwią jego identyfikację. Oczywiście mówimy o charakterze niehandlowym przewozu, czyli np. wakacje. Do roku 2012 wystarczy, że zwierzęta będą posiadały wyraźnie czytelny tatuaż lub chip, spełniający wymagane normy. Natomiast od roku 2012 jedyną dopuszczalna formą identyfikacji będą transpondery i paszporty ze stosownymi zaświadczeniami. Do tego dochodzi jeszcze aktualne szczepienie p-ko wściekliźnie. Sugeruję aby, mimo wszystko przed wyjazdem skontaktować się z ambasadą danego kraju i kraju tranzytowego, bowiem przepisy mogą się zmienić. Sztandarowym przykładem problemów przy przekraczaniu granicy jest Wielka Brytania. Tu nie wystarczy, jak wyżej mieć zaszczepionego psa. Tu wymaga się potwierdzenia, że pies ma odporność na wirusa wścieklizny! A i sam moment szczepienia jest ważny. Ale zacznijmy od początku. Pies MUSI być trwale oznakowany transponderem przed lub w dniu szczepienia! Inaczej nie jest zaszczepiony – nie ma potwierdzenia, że właśnie ten pies został zaszczepiony. Transponder musi być czytalny – czyli, jeśli jest nienormowany to musimy mieć dodatkowo własny czytnik, który potwierdzi zgodność chipa z zapisem w paszporcie. Dalej – ok. 2-3 tyg. po szczepieniu należy pobrać krew i wysłać do badania celem stwierdzenia miana przeciwciał i nie może ono być mniejsze niż 0,5 IU/ml. Kosztuje to, w zależności od laboratorium ok. 200-300 zł. Jeśli wynik badania będzie satysfakcjonujący od dnia pobrania DOKAŁADNIE za 6 m-cy możemy jechać w kierunku granicy. Dokładnie – ani dnia mniej! Tu kolejna niespodzianka: w przedziale 48-24 godziny przed przekroczeniem granicy psa należy odrobaczyć i zabezpieczyć przed kleszczami! W paszporcie wpisujemy obok daty również godzinę podania leku. Celnicy są niezwykle skrupulatni; niektórym osobom udało się ale znam takich co byli zmuszeni korzystać z usług lekarza granicznego i czekać. Dlatego proszę o dokładne sprawdzenie czy wszystko jest jak należy. Unikniemy w ten sposób przykrych niespodzianek. Więcej informacji jak zwykle pod numerem telefonu: 504 28 96 86, temat jest bowiem bardzo szeroki- w/w sytuacje dotyczą podróży samochodem. A co z przelotem? A jak zabrać kanarka do Stanów? A co podać na chorobę lokomocyjną? Etc. etc, etc... Pozdrawiam p.s. Przypominam, że zgodnie z obowiązującymi przepisami pies, który ukończył trzeci m-c życia powinien być, w przeciągu 30 dni zaszczepiony p-ko wściekliźnie! p.s.2 W ramach uzupełnienia: Zgodnie z notą wyjaśniającą, w odniesieniu do w/w rozporządzenia z dniem 3-go lipca 2011 kończy się okres przejściowy i jedyną metodą znakowania, uznawaną w paszportach będzie identyfikator elektroniczny (mikrochip) Innymi słowy tatuaże nie będą już uznawane!
Poprawiony (wtorek, 23 sierpnia 2011 16:03) Wakacje, wakacje, wakacje...Witam. W prawdzie to juz półmetek wakacji ale, w związku z licznymi prośbami podzielę się z Wami jak nalezy, w tym czasie postępować ze zwierzętami. Pisałem już kiedyś o tym, pisały gazety, mówiły radia ;-) ale w kilku słowach... Otóż, po pierwsze temperatura. Aura nas nie rozpieszcza i raz jest zimno a raz gorąco. Ale jak już grzeje to: pies czy kot się nie pocą i nie mają tak sprawnego systemu pozbywania się nadmiaru ciepła!! Dlatego należy zadbać o miskę ze świeżą wodą, zacienione miejsca, elektrolity do wody... Szczególnie ma to miejsce podczas podróży, np. samochodem. Po mimo posadania air condition ( co też potrafi zaszkodzić w drugą stronę) warto zabrać ze sobą: dużo wody, spryskiwacz i zaplanować sobie częste postoje. Auto to puszka i zwierzak czuje się trochę nieswojo, zwłaszcza podczas upałów. Inna sprawa to sama podróż; choroba lokomocyjna to również problem zierząt. Preparaty, dostępne u lekarzy wet. (proszę nie eksperymentować na własną rękę z lekami ludzkimi!!) powodują raz, obniżenie objawów choroby lokomocyjnej a dwa, uspokajają na czas podróży, w sposób odwracalny. Warto zatroszczyć się również o nasze bezpieczeństwo i w miarę możliwości przewozić zwierzęta w pojemnikach, solidnie umocowanych w samochodzie. Szczególnie tyczy się to kotów, które czasami potrafią się przestraszyć i taki, dotychczas miły Puszek staje się nagle tygrysem. W samochodzie! Życzę wszystkim udanego urlopu, świetnej pogody i sympatycznej jazdy. No i zdrowia, oczywiście ;-)
|
Home



